Na czele organizującego się ogniska aktorów polskich stanął były członek Zarządu Głównego ZASP [Bronisław Dardziński].
Irena Górska-Damięcka, Wygrałam życie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.
Za sprawą [Bronisława] Dardzińskiego przeniesiono Ognisko do lokalu po firmie Stomil. Rada Główna Opiekuńcza [ZASP] przyznała zasiłek na remont lokalu według projektu architekta Romana Dziewulskiego i… Ognisko z kuchnią zostało otwarte na Wielkanoc.
Irena Górska-Damięcka, Wygrałam życie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.
Nad całością prac czuwał [Zbigniew] Koczanowicz. On to podjął najcięższą funkcję aprowizatora, starając się o prowiant, który często sam dźwigał na własnych plecach. Damian [Dobiesław Damięcki], jako wiceprezes ZASP-u, przy bardzo uczciwym, szacownym, ale nieco konserwatywnym prezesie, Józefie Śliwickim, pisał listy, podania do rozmaitych instytucji, między innymi do Braci Pakulskich, Wedla, RGO oraz kolegów pracujących w kawiarniach, prosząc o zasiłki na fundusz żebraczy, na powstanie kuchni.
Irena Górska-Damięcka, Wygrałam życie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.
Wreszcie odbyła się niezapomniana Wigilia na Miodowej. Nietrudno się było zorientować, na jakim wozie jedziemy. Na przystosowywanie się do nowych warunków nie było czasu ani możliwości.
Irena Górska-Damięcka, Wygrałam życie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.
To tylko taka migawka, ale jakże znamienna i dla tego okresu, i dla naszego środowiska. Damian [Dobiesław Damięcki] wysiadywał portki w instytucjach charytatywnych, by zdobyć choćby najmniejszą zapomogę, przydział jakiejś budki z węglem, jakiegoś warsztaciku dla tych najsłabszych, najbezradniejszych, a nawet dla tych łamliwych, często obarczonych rodzinami. Wielu z nich zawdzięczało mu niezszargane współpracą z okupantem nazwisko – właśnie jemu – Damianowi.
Irena Górska-Damięcka, Wygrałam życie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.
Damian [Dobiesław Damięcki] dwoił się i troił, zajęty sprawami podziemnego ZASP-u i aktualnymi potrzebami aktorstwa. W sprawach „ZASP-owych” pomagał mu niejednokrotnie Henio [Henryk] Borowski, delegowany przez nasz związek. Henio, który walczył w powstaniu warszawskim i przetrwał tę całą nawałnicę, opowiadał mi, jak kiedyś, gdy siedzieli w piwnicy, czekając na akcję, podszedł do niego wylękniony, wynędzniały Lech Madaliński. Wcisnął mu całą garść papierosów i… wrócił na swoje miejsce. Od tego dnia Henio i Madała stali się serdecznymi przyjaciółmi.
Irena Górska-Damięcka, Wygrałam życie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.
Damian [Dobiesław Damięcki] budził zaufanie i tym, że nigdy nic z darów nie brał dla siebie. Opiekował się Schroniskiem Aktorów Weteranów w Skolimowie. Do dziś zachowały mi się listy od staruszków z podziękowaniami za pomoc. Zdobywał te przydziały opału, dodatkowe racje żywności, odzieży, pamiętał o każdej prośbie, o każdej potrzebie. A że robił to odważnie i jawnie, był wciąż pod lupą okupanta.
Irena Górska-Damięcka, Wygrałam życie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.
Mnie przydzielono najpierw do baru w Teatrze Polskim. Bar ten był aprobowany przez Igo Syma – tu po kieliszku ludzie odkrywali się i gadali rozmaite rzeczy. Pełnił on zapewne rolę „mikrofonu dla wszystkich”, przede wszystkim aktorów. Jakoś nikomu nie przyszło to do głowy wcześniej. Także Damianowi [Dobiesławowi Damięckiemu]; tu nierzadko siedząc przy barze, mawiał: – Wypije człowiek bruderszaft z jakimś ścierwem, a potem wstydzi się do końca życia. Wygrażał też głośno Symowi, beztrosko go atakując i wszystkich namawiając do bojkotu teatrów Symowskich: – Czekaj, łajdaku, będziesz ty jeszcze wisiał na latarni. Sym nawet ostrzegał mnie niejednokrotnie:
– Niech pani uspokoi Damiana, bo to się może źle skończyć!
Irena Górska-Damięcka, Wygrałam życie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.
U „Lardellego” koncertami symfonicznymi „nur für Deutsche” [niem. 'tylko dla Niemców’] dyrygował Adam Dołżycki. Niestety!
Irena Górska-Damięcka, Wygrałam życie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.
[…] podawali aktorzy o wspaniałych, zasłużonych nazwiskach.
Irena Górska-Damięcka, Wygrałam życie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.
Tu spotykali się codziennie bywalcy tej kawiarni, wędrując ze swoją małą czarną od stolika do stolika, tu odbywał się handel najrozmaitszymi artykułami – od spirytusu po dewizy.
Irena Górska-Damięcka, Wygrałam życie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.
Rzekomym szefem tej kawiarni był Stefan Jaracz, i dzięki temu mógł czuć się względnie bezpieczny.
Irena Górska-Damięcka, Wygrałam życie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.
Kiedyś […] do „Café Jaracza” weszła grupa uzbrojonych Niemców i osobników w tyrolskich kapeluszach. Na sali powstało zamieszanie, ludzie zaczęli się tłoczyć do wyjścia. Łapanka! W lokalu został tylko milczący [Stefan] Jaracz, my kelnerki i… pijaniuteńki Damian [Dobiesław Damięcki]. Jaracza nie tknęli, natarli natomiast na Damiana. Ale gdy ten podniósł się ze stołka, obrzucając ich pogardliwym spojrzeniem, i zaczął głośno rzucać obelgi, przestraszyli się, myśląc, że to jakaś hitlerowska szycha. Przeprosili i… opuścili lokal. Udało się i tym razem […]
Irena Górska-Damięcka, Wygrałam życie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.
[…] w loży czekali na nas codziennie Jaracz – małomówny, z półopuszczonymi ciężkimi powiekami; piękny jak amant filmowy Kot Wojciechowski – mąż Zosi [Zofii] Grabowskiej – oraz chodzący na protezach przyjaciel Hanki [Anny] Jaraczówny, z pochodzenia Żyd, z powodzeniem przeprowadzający najtrudniejsze nawet transakcje. Jak się nazywał, nie pamiętam. No i oczywiście Damian [Dobiesław Damięcki]. To towarzystwo wiodło ze sobą godzinami gorące dyskusje. Robiłyśmy rachunki, podliczałyśmy nasze zarobki. Ja, niestety, prawie zawsze dopłacałam do swoich kas; to znaczy nie ja, a Damian, ale traktował to z humorem.
Irena Górska-Damięcka, Wygrałam życie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.
[…] Schiller grał w „Boccacciu” na fortepianie i śpiewał piosenki.
Irena Górska-Damięcka, Wygrałam życie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.