– Jak pan przeszedł wojnę, panie Dodku? – zapytujemy tego niepoprawnego optymistę.
– Ja to jeszcze możliwie, ale najgorzej to było z Zeilichem…
– A jemu co się stało?
– Co wybuchnie bomba, to on jedną głębszą, co wybuchnie bomba, to on jedną głębszą… i zabrakło nieborakowi pieniędzy, a tak dzielnie walczył. Dawaj stary pięciogroszówki, gość czeka! – mówi do Genia Koszutskiego Dymsza.
– Doskonale pan wygląda, panie Koszutski – zwracamy się do tancerza.
– A to zasługa Konrada, który jest tu szefem kuchni. Jak chce nam zrobić frajdę, to karmi nas gulaszem. Doskonale się spisuje, co 3 dzień – gulasz.
„Nowy Kurier Warszawski” nr 52 z 9-10 grudnia 1939