– Jaką dziś macie publiczność? – nawiązuje ponownie rozmowę z popularnym aktorem.
– Nienajgorszą, przeważnie sami rekonwalescenci na wywczasach.
– Dlaczego?
– A bo kiedyś nikt z nich nie pił kawy, bo to „angina pectoris” – mówili – a teraz za to piją po 3 szklanki na raz i zdrowi są jak ryby.
– Panie Dodku, coś te pensjonareczki z piątego stolika za często pana proszą?
– Widzi pan, zamówiło to, jedna z drugą, pół czarnej i ciastko, a chcąc mieć częstszy kontakt z „filmem”, co chwila prosi o dodatkowe. Właśnie dojadają szóste z kolei.
– Ale one stracą tu majątek…
– Już im mówiłem: „Przepraszam panie, ale czy rodzice nie będą mieli do mnie pretensji?”.
– Niech pan się nie martwi, mamusia pozwoliła – odrzekły rezolutnie entuzjastki filmu.
„Nowy Kurier Warszawski” nr 52 z 9-10 grudnia 1939