– Może mi pan powie, jak się podobają publiczności kelnerzy?
– Z przyjemnością. Najbardziej lubiany i najenergiczniejszy jest oczywiście Karabin Maszynowy (Dymsza), potem Kelner Dystyngowany (Pichelski), Lord Kelner (Sawan) i Starszy Pan (Brodniewicz).
Niebawem jednak pojawiła się i p. Malkiewicz-Domańska.
Podchodzimy do tej uroczej artystki, witamy się serdecznie, a po paru grzecznościowych słowach rozmowa wchodzi na właściwe tory.
– Na ogół pracuję z przyjemnością – zwierza się p. Domańska. – Być może, że jest tego powodem nadzwyczaj bezpośrednie i serdeczne ustosunkowanie się publiczności. W pierwszym tygodniu nóżki były trochę nieszczęśliwe, ale teraz jakoś się przyzwyczaiły. Dotychczas moją achillesową piętą był rachunek, ale obecnie tak doskonale liczę, że już nawet mąż mnie nie poznaje. Bardzo rzadko się zdarza, abym się omyliła, chyba że się czasem omylę o 6 zł. Ale przepraszam na chwilę, gość chce płacić. Przyślę panu Dodka.
„Nowy Kurier Warszawski” nr 52 z 9-10 grudnia 1939