Niepewność Niemców, ich strach przed zamachem, a może i nieczyste sumienie znajdowały niekiedy bardzo komiczny wyraz. Jedno z najzabawniejszych zdarzeń, jakie miało miejsce: pewnego popołudnia w kawiarni siedziało przy stoliku czterech Niemców. Wieczór operetkowy kończył się o dziewiątej, gdyż do tej godziny lokal mógł być otwarty. Koks, jakim wtedy paliliśmy w piecu, ustawionym przy schodach w hallu, był bardzo marny. Miał tę właściwość, że trzaskał od czasu do czasu. Tego właśnie dnia zdarzyło się, że podczas koncertu koks huknął jak strzał z pistoletu. Ależ poderwało to czterech Niemców! Na łeb, na szyję rzucili się do westybulu, w największym pośpiechu odbierali swe rzeczy, by jak najprędzej oddalić się z tak niebezpiecznego otoczenia. Wszyscy w lokalu bawili się ich strachem.
Elna Gistedt, Od operetki do tragedii, Czytelnik, Warszawa 1982.
Opcje dostępności
Użyj przycisków poniżej, aby dostosować wygląd strony do swoich potrzeb.