Dopiero po chwili publiczność zrywa się z miejsca, jedni biją brawa, drudzy w tłoku wywracają stoliki, pędzą do szatni, byle prędzej na ulicę, byle uciec, inni, odważniejsi, pędzą do mnie – mój to był okrzyk – by mnie ściskać, całować, jedni się śmieją, inni łzy ocierają. Powstał nastrój niezwykły, jakby chwilowe wyzwolenie, jakby niepodległość powiała przez salę […].
Karol Adwentowicz, Wspominki, PIW, Warszawa 1960.
Opcje dostępności
Użyj przycisków poniżej, aby dostosować wygląd strony do swoich potrzeb.