Mnie przydzielono najpierw do baru w Teatrze Polskim. Bar ten był aprobowany przez Igo Syma – tu po kieliszku ludzie odkrywali się i gadali rozmaite rzeczy. Pełnił on zapewne rolę „mikrofonu dla wszystkich”, przede wszystkim aktorów. Jakoś nikomu nie przyszło to do głowy wcześniej. Także Damianowi [Dobiesławowi Damięckiemu]; tu nierzadko siedząc przy barze, mawiał: – Wypije człowiek bruderszaft z jakimś ścierwem, a potem wstydzi się do końca życia. Wygrażał też głośno Symowi, beztrosko go atakując i wszystkich namawiając do bojkotu teatrów Symowskich: – Czekaj, łajdaku, będziesz ty jeszcze wisiał na latarni. Sym nawet ostrzegał mnie niejednokrotnie:
– Niech pani uspokoi Damiana, bo to się może źle skończyć!
Irena Górska-Damięcka, Wygrałam życie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997.
Opcje dostępności
Użyj przycisków poniżej, aby dostosować wygląd strony do swoich potrzeb.