Solidarność Cafe SiM
Któregoś dnia w czasie koncertu ktoś nagle wszedł, i coś szepnął Tadeuszowi . Tadeusz wstał od fortepianu i mówi do mnie: „Przerywamy”. Zresztą ludzie zaczęli już wychodzić. Pytam: „Co się stało?”. „Zejdź ze sceny”.
Któregoś dnia w czasie koncertu ktoś nagle wszedł, i coś szepnął Tadeuszowi . Tadeusz wstał od fortepianu i mówi do mnie: „Przerywamy”. Zresztą ludzie zaczęli już wychodzić. Pytam: „Co się stało?”. „Zejdź ze sceny”.
„SiM” był miejscem bardzo spokojnym. Położony w centrum miasta, ale z dala od zgiełku ulicy, wydawał się azylem i ukojeniem dla rozklekotanych nerwów. Że nim nie był – przekonywaliśmy się dość często. Ale to
„SiM” oprócz działalności artystyczno-gastronomicznej pełnił również funkcje konspiracyjne. Lokal posiadał dwa wejścia, oficjalne od ul. Królewskiej 11 i nieoficjalne od ogródka i podwórza domu przy ul. Krakowskie Przedmieście 7, korzystano z niego w tzn. chwilach bardziej
Pewnego dnia w czasie łapanki wywieziono wszystkich gości, a obaj pianiści uratowali się w ostatniej chwili z resztą personelu. Tomasz Szarota, Okupowanej Warszawy dzień powszedni, Czytelnik, Warszawa 2010.
Jedną z najbardziej charakterystycznych grup codziennych, stałych gości było kółko tzw. „zupojadów” – jak sami się nazywali. Nazwa wzięła się stąd, że należący do tego grona byli specjalnymi amatorami doskonałych i tanich zup, które
W kawiarni w „SiM-ie” można było załatwić rozmaite sprawy, bardzo różni ludzie tam przychodzili. Erhardt-Domański powiedział mi kiedyś: „Mira, gdyby tak dzisiaj z twojego koncertu zgarnęli ludzi, dostaliby w swoje ręce cały nasz
Dziwne rzeczy się w tej kawiarni działy. Załatwiało się rozmaite sprawy. Można było tam na przykład kupić „arbeitskartę”. Karteczka taka kosztowała 10 dolarów i butelkę koniaku. Mój przyjaciel Jerzy Erhardt to załatwiał. Wtedy nazywał
Codzienne koncerty w „SiM-ie” nie ograniczały się do występów śpiewaków i pianistów. Np. niedzielne i świąteczne poranki 1940 roku poświęcone były z zasady muzyce poważnej w wykonaniu tria: Eugenia Umińska – skrzypce, Kazimierz Wiłkomirski –
Wnętrze „SiM-u” – jedyne w swoim rodzaju, gdyż przerobione z dawnej oranżerii, z dwiema bocznymi lożami – starą i nową o szklanym dachu – było pełne uroku i spokoju. Stale urządzaliśmy okresowe wystawy malarstwa
Osobną atrakcją „SiM-u” był słynny Stefan Ossowiecki, który o swą sławę „jasnowidza“ dbał w sposób niezwykły, ale rozbrajający. Ossowiecki miał słabość do płci pięknej, ułożyliśmy więc z nim niezawodny system „czarowania“. Gdy zależało mu
Wspaniałą listę tworzą nazwiska pianistów, występujących w „SiM-ie”. Codziennie należały do nich dwie godziny południowe, a ponadto wiele wieczorów. Jednym z pierwszych pianistów tzw. południowych był Roman Jasiński, obecnie dyrektor muzyczny Polskiego Radia. Jego
Wolne dni wypełniały recitale wirtuozów: Zbigniewa Drzewieckiego, Jana Ekiera, Jerzego Lefelda, Pawła Lewieckiego, Andrzeja Wąsowskiego, Bolesława Wóytowicza i innych. W te dni „SiM” zamieniał się w salę koncertową, wypełnioną miłośnikami dobrej muzyki. A.J. Domański, Sztuka