Publiczność miałam zawsze znakomitą. Godzinę przed koncertem już był komplet. To była wielka satysfakcja śpiewać dla publiczności, która tak słucha, tak przyjmuje i reaguje.
Mira Zimińska-Sygietyńska, Nie żyłam samotnie, WAiF, Warszawa 1985.
Kiedyś przyszli zrozpaczeni literaci i mówią: „Chcemy założyć kawiarnię w Zachęcie, ale tam dach jest rozbity i w ogóle Zachęta się niszczy”. Trzeba więc było ten dach zreperować. Pobiegłam do pana Schielego i mówię: „Drogi panie Schiele, jest sprawa”. On się ucieszył i pyta: „Dobrze, pani Miro, że pani do mnie przyszła. Co za sprawa?”. „Mamy dziurawy dach na Zachęcie, a tam literaci chcą zrobić kawiarnię, bo z czegoś muszą żyć… I w ogóle trzeba w Zachęcie załatać dziury”. „A ile to będzie kosztowało?”. Mówię: „Nie wiem, ale czy pan pomoże?”. „Oczywiście, pomogę”. I pomógł. Schiele to był wspaniały człowiek.
Mira Zimińska-Sygietyńska, Nie żyłam samotnie, WAiF, Warszawa 1985.
W związku z tym udało mi się kiedyś odnieść duży sukces osobisty. Mieliśmy w „SiM-ie” reflektor – jeden, ale ze zmiennymi kolorami, starannie przez p. Mirę [Zimińską] dobieranymi do każdej piosenki. Kiedyś, bezpośrednio przed jej występem, reflektor zepsuł się, bez możliwości szybkiego naprawienia. Oczekująca na sali publiczność znała wymagania Miry Zimińskiej i była [przygotowana] na odwołanie występu. Przypadkiem obecny na sali Janusz Minkiewicz orzekł, że „z koncertu – nici“ i bodajże swą racje gwarantował jakąś „wódką”. Nie wiem już dziś, w jaki sposób udało mi się artystkę namówić i występ odbył się jednak – przy zwykłym oświetleniu i niezwykłym aplauzie publiczności.
A.J. Domański, Sztuka i Moda, „Ruch Muzyczny” 1960, nr 8.
Dziwne rzeczy się w tej kawiarni działy. Załatwiało się rozmaite sprawy. Można było tam na przykład kupić „arbeitskartę”. Karteczka taka kosztowała 10 dolarów i butelkę koniaku. Mój przyjaciel Jerzy Erhardt to załatwiał. Wtedy nazywał się Domański. Miał kogoś zaprzyjaźnionego, kto znał jakiegoś Niemca, który te tak ważne wtedy dokumenty za taką cenę sprzedawał. Sama kupiłam ich kilka.
Mira Zimińska-Sygietyńska, Nie żyłam samotnie, WAiF, Warszawa 1985.
W kawiarni w „SiM-ie” można było załatwić rozmaite sprawy, bardzo różni ludzie tam przychodzili. [Jerzy] Erhardt-Domański powiedział mi kiedyś: „Mira, gdyby tak dzisiaj z twojego koncertu zgarnęli ludzi, dostaliby w swoje ręce cały nasz tajny warszawski rząd”.
Mira Zimińska-Sygietyńska, Nie żyłam samotnie, WAiF, Warszawa 1985.
Któregoś dnia w czasie koncertu ktoś nagle wszedł, i coś szepnął Tadeuszowi [Sygietyńskiemu]. Tadeusz wstał od fortepianu i mówi do mnie: „Przerywamy”. Zresztą ludzie zaczęli już wychodzić. Pytam: „Co się stało?”. „Zejdź ze sceny”. Zeszłam. Erhardt-Domański powiedział: „Na Piusa odbyła się egzekucja”. Zrobiło nam się strasznie smutno.
Mira Zimińska-Sygietyńska, Nie żyłam samotnie, WAiF, Warszawa 1985.
Znajdująca się w eleganckim pałacyku przy ul. Pięknej 12, kawiarnia „U Aktorek” zyskała status legendy wśród warszawskich lokali. Nie była to jednak zwykła kawiarnia – stanowiła prawdziwe centrum kultury. W jej klimatycznych wnętrzach organizowano występy artystyczne, koncerty oraz wieczory poetyckie, tworząc przestrzeń, w której goście mogli poczuć się częścią niezwykłej, twórczej społeczności.
Kawiarnia „U Aktorek” otworzyła swoje podwoje w kwietniu 1940 roku, a jej założycielami był zespół związany z „Café Bodo”. Mieściła się w budynku, który jeszcze przed wojną słynął jako miejsce towarzyskich spotkań. W czasie okupacji stała się azylem dla artystów i ostoją normalności dla warszawiaków w obliczu wojennej zawieruchy.
Profil artystyczny SiM był lokalem elitarnym o jednoznacznie określonym profilu – klasyczno-jazzowym, wyrafinowanym, kameralnym. Przytulne wnętrza ze ścianami obwieszonymi historycznymi portretami i dobrymi fortepianami tworzyły atmosferę artystycznego salonu, a nie typowej kawiarni. Nie było tu miejsca na przypadkowość repertuaru ani publiczności – SiM skupiał stałych bywalców świadomych muzycznie, którzy przychodzili specjalnie na koncerty.
Artyści i repertuar Od 1940 do 1944 roku SiM był domem artystycznym dla jednego z najważniejszych duetów w historii polskiej muzyki – Witolda Lutosławskiego i Andrzeja Panufnika. Dwaj kompozytorzy i pianiści, którzy mieli zostać najważniejszymi polskimi twórcami XX wieku, grali tu zazwyczaj co tydzień przez cztery lata. Repertuar był świadomie skonstruowany na styku klasyki i jazzu: opracowania muzyki klasycznej, standardy Ellingtona, zakazany Gershwin oraz improwizacje na tematy własnych kompozycji. Panufnik, który uwielbiał Scotta Joplina i muzykę swingową, wnosił do duetu autentyczną wrażliwość jazzową. Artyści byli idealnie zgrani i zadziwiiali wirtuozowską techniką, przyjmowani zawsze entuzjastycznie.
Klimat i grupa docelowa SiM przyciągał inteligencję warszawską, ludzi kultury i sztuki, szukających w muzyce nie tylko rozrywki, lecz głębszego przeżycia artystycznego. Jak wspominał Andrzej Łapicki, duet wrósł w atmosferę kawiarni, a stali bywalcy zżyli się z tym miejscem przez lata. Był to lokal dla wybranych – nie ze względu na cenę, lecz ze względu na wymagania artystyczne, jakie stawiał swojej publiczności.
Unikalne cechy SiM był prawdopodobnie jedynym miejscem w całej okupowanej Europie, gdzie dwaj przyszli klasycy XX-wiecznej muzyki poważnej grali regularnie w kawiarnianych realiach, łącząc klasykę z jazzem w spójną artystyczną całość. Był to fenomen o wymiarze historycznym, którego wyjątkowość wynika z unikalnego połączenia wybitnych osobowości twórczych z niezwykłym kontekstem czasu i miejsca.
Profil artystyczny U Aktorek było zjawiskiem wyjątkowym: jedynym lokalem prowadzonym przez wybitne aktorki teatralne – Elżbietę Barszczewską, Mieczysławę Ćwiklińską, Zofię Lindorfównę, Marię Malicką i Janinę Romanównę – który stał się jednocześnie ważną sceną muzyczną. Lokal otwarty w kwietniu 1940 roku w pałacyku Radziwiłłów łączył profil teatralno-towarzyski z muzycznym, skupiając szerokie środowisko artystyczne. Był najdroższym i jednym z najbardziej eleganckich lokali czasu wojny.
Artyści i repertuar Lista artystów występujących u Aktorek jest najdłuższa ze wszystkich lokali. Codziennie od 10.00 do godziny policyjnej koncertowały kolejne zespoły: George Scott na porankach, duet Nowicki–Witucki od października 1940 roku, duet Lutosławski–Panufnik od początku 1941 roku (z repertuarem obejmującym Ellingtona i Gershwina), orkiestra Jana Ziółkowskiego z fenomenalnym saksofonistą Aleksandrem Tunelem i gitarzystą Leopoldem Kronenbergiem, orkiestra skrzypka Tawroszewicza, orkiestra Braci Brodzińskich do czerwca 1944 roku. Wśród wokalistów i solistów pojawiali się: Mieczysław Fogg, Hanka Brzezińska, Jan Ekier, Ewa Bandrowska-Turska, trio Sióstr Burskich, Mira Zimińska i Tola Mankiewiczówna.
Klimat i grupa docelowa Klimat U Aktorek był ciepły, kameralny i głęboko zakorzeniony w przedwojennej kulturze towarzyskiej Warszawy. Edmund Fetting wspominał, że sama Mieczysława Ćwiklińska podawała mu lemoniadę – co oddaje niezwykły, domowy charakter miejsca. Lokal był ostoją normalności i piękna dla warszawskiej inteligencji i środowiska artystycznego. Obecność wybitnych aktorek jako gospodyń nadawała mu aurę salonu literackiego równie mocno co kawiarni muzycznej.
Unikalne cechy U Aktorek było jedynym lokalem w okupowanej Warszawie prowadzonym przez wybitne aktorki jako właścicielki i kelnerki jednocześnie. Przecięcie świata teatru, muzyki jazzowej i konspiracji tworzy unikalną, wielowarstwową przestrzeń kulturalną. Żaden inny lokal nie skupił wokół siebie tylu wybitnych artystów reprezentujących tak różne dziedziny.