Otworzyliśmy bowiem bar „Pod Znachorem“, oparty na udziałach kilku kolegów i koleżanek, zaprosiliśmy do współpracy [Kazimierza] Junoszę-Stępowskiego i jakoś szczęśliwie od pierwszych dni zaczęło się powodzenie. Stępowski jednak nie czuł się dobrze w tej atmosferze.
Karol Adwentowicz, Wspominki, PIW, Warszawa 1960.
Dopiero po chwili publiczność zrywa się z miejsca, jedni biją brawa, drudzy w tłoku wywracają stoliki, pędzą do szatni, byle prędzej na ulicę, byle uciec, inni, odważniejsi, pędzą do mnie – mój to był okrzyk – by mnie ściskać, całować, jedni się śmieją, inni łzy ocierają. Powstał nastrój niezwykły, jakby chwilowe wyzwolenie, jakby niepodległość powiała przez salę […].
Karol Adwentowicz, Wspominki, PIW, Warszawa 1960.
Naszą najmilszą koleżankę, Marysię [Marię] Gellę, zawsze bolało serce przy podawaniu potraw, które według niej były za drogie i za małe. Przeprosiła raz serdecznie dwóch młodych ludzi za zbyt skromny, a drogi posiłek, ci wobec tego najedli się i napili do syta i rozrzewnionej Marysi ofiarowali dwie różyczki, po czym dyskretnie opuścili lokal, nie regulując rachunku.
Karol Adwentowicz, Wspominki, PIW, Warszawa 1960.
[…] dostąpiliśmy wątpliwego zaszczytu przymusowego wywieszania karty Für Deutsche erlaubt. Mieliśmy więc stale sporą liczbę klientów oficerów, co przy nieznajomości języka niemieckiego wywoływało stale różnego rodzaju komiczne qui pro quo.
Karol Adwentowicz, Wspominki, PIW, Warszawa 1960.
Gdy ochłonąłem nieco z wrażenia, zdałem sobie sprawę z ryzyka tej sytuacji, która mogła doprowadzić do zamknięcia naszego baru, jednak ani oficerowie niemieccy, ani nawet paru szpiclów obecnych na sali nie zareagowało na ten okrzyk, który poruszył serca. Incydent ten odbił się przez parę dni silnie na frekwencji, wkrótce jednak liczniejsza fala publiczności wyrównała nam powstały deficyt.
Karol Adwentowicz, Wspominki, PIW, Warszawa 1960.
Koniec 1941 roku trochę wzburzył i zaniepokoił nasz zespół. A było to tak: wieczór sylwestrowy. Zatłoczona wielka sala, przepełniony bufet, na sali gwar, jakiś radosny nastrój, tradycyjne „byle do wiosny“, złudne, ale podniecające nadzieje – i nagle w ten rozgwar pada wyrzucony sercem okrzyk: „Niech żyje Polska!“. Na sali śmiertelna cisza […].
Karol Adwentowicz, Wspominki, PIW, Warszawa 1960.
Różnorodność życia i pracy w kawiarni-barze pomagała nam jakoś łatwiej znosić koszmar ucisku i – często – rozstawania się z bliskimi na wieki. Afisze ogłaszające nazwiska rozstrzelanych zakładników donosiły nam o tragicznym losie naszych znajomych i przyjaciół. W dzień łapanki, w nocy aresztowania, nie było chwili spokoju i odprężenia dla nerwów. Praca nasza, ciężka, lecz nie monotonna, obsługa coraz nowych gości, całkowicie nas absorbowała i odrywała myśl naszą od ponurego obrazu rzeczywistości.
Karol Adwentowicz, Wspominki, PIW, Warszawa 1960.
Jedną z najbardziej znanych kawiarni wojennych była ta prowadzona przez bezrobotnych aktorów. Jej nazwa nawiązywała do filmu „Znachor”, w którym główną rolę grał Kazimierz Junosza-Stępowski, wybitny aktor i pierwszy gospodarz kawiarni. Miejsce to szybko zyskało popularność na mapie Warszawy. Oprócz występów artystycznych, dużą atrakcją dla gości były pokazy „lokalnego czarodzieja”, który swoimi sztuczkami bawił najmłodszych. Kawiarnia cieszyła się powodzeniem aż do momentu wybuchu powstania, które zakończyło jej działalność.