adres: Mazowiecka 7, Warszawa, Polska
data otwarcia: 27 kwietnia 1940
data zamknięcia: 24 sierpnia 1944
Znajdująca się w eleganckim pałacyku przy ul. Pięknej 12, kawiarnia „U Aktorek” zyskała status legendy wśród warszawskich lokali. Nie była to jednak zwykła kawiarnia – stanowiła prawdziwe centrum kultury. W jej klimatycznych wnętrzach organizowano występy artystyczne, koncerty oraz wieczory poetyckie, tworząc przestrzeń, w której goście mogli poczuć się częścią niezwykłej, twórczej społeczności.
Kawiarnia „U Aktorek” otworzyła swoje podwoje w kwietniu 1940 roku, a jej założycielami był zespół związany z „Café Bodo”. Mieściła się w budynku, który jeszcze przed wojną słynął jako miejsce towarzyskich spotkań. W czasie okupacji stała się azylem dla artystów i ostoją normalności dla warszawiaków w obliczu wojennej zawieruchy.
związani artyści
wydarzenia
wspomnienia
Sądziłam, że możemy założyć własną kawiarnię, zamiast pracować u kogoś – mówi p. [Janina] Romanówna. – Własną kawiarnię, z własnymi udziałami. Brak nam było tylko kapitału. Tak się jednak złożyło, że moja przyjaciółka, Irena Korytowska, szukała lokaty dla resztek pieniędzy, jakie zdołała uratować. Kawiarnia „U Aktorek” powstała dzięki jej wsparciu finansowemu, ona włożyła w naszą firmę swoje fundusze i wycofała je dopiero wtedy, kiedy musiałyśmy przenieść kawiarnię do lokalu na ulicy Mazowieckiej. Wówczas wystarałyśmy się o pożyczkę, aby panią Korytowską spłacić.
Alicja Okońska, Andrzej Grzybowski, Rozmowy z panią Miecią, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1976.
[Kawiarnia] dostarczała regularnie deputatów w postaci tłuszczów, worków mąki i cukru – kuchni koleżeńskiej przy ZASP-ie oraz patronatowi nad więźniami. Posyłano również paczki żywnościowe do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück koleżankom Romanie Pawłowskiej i Marii Zarembińskiej-Broniewskiej.
Alicja Okońska, Andrzej Grzybowski, Rozmowy z panią Miecią, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1976
Publiczność warszawska, klienci kawiarni, odnosiła się do kelnerującego zespołu z szacunkiem i z sympatią. Wielu było stałych gości.
Jerzy Leszczyński, Z pamiętnika aktora, Czytelnik, Warszawa 1958.
Z mojej pracy w kawiarni „U Aktorek” pamiętam taki epizod. Nagle weszło do lokalu kilku gestapowców dla zrobienia rewizji. Miało to miejsce bezpośrednio po kolejnym zamachu na hitlerowca, a w akcji tej zginął syn Juliusza Kadena-Bandrowskiego. Wszystkie struchlałyśmy, ale na szczęście w naszym kąciku dla konspiratorów nikogo w tym momencie nie było. I wszystko jakoś pomyślnie się skończyło. Najadłyśmy się tylko strachu, ale do nerwów byłyśmy wówczas przyzwyczajone.
Zdzisław Bieske, Ewa Bandrowska-Turska. Wspomnienia artystki, Czytelnik, Warszawa 1989.
[Sygnał] wymyśliła [Mieczysława] Ćwiklińska, która najczęściej czuwała nad naszym bezpieczeństwem. Polegał on głównie na obserwowaniu wchodzących do kawiarni gości oraz podsłuchiwaniu, o czym mówią. Przede wszystkim Niemców, którzy zajmowali stoliki w sektorze „nur für Deutsche“ [niem. 'tylko dla Niemców’]. Aby się tam dostać, postanowiła sprzedawać na sztuki papierosy, roznosząc je na dużej, srebrnej tacy. W razie jakiegokolwiek zagrożenia taca lądowała z hukiem na podłodze.
Ryszard Wolański, Tola Mankiewiczówna. „Jak za dawnych lat”, Rebis, Poznań 2013.
7 XII 1941
Występowała dzisiaj w kawiarni u nas orkiestra jazzowa [George’a] Scotta. Przepełnienie, jakiś szał opanował ludzi. Walili jak do kościoła. Smutny to objaw w dzisiejszych czasach, i to przeważnie młodzież. Orkiestra taka sobie, jakich się przed wojną słyszało wiele. Praca była ciężka. O godzinie czternastej skończyło się.
Marian Wyrzykowski, Dzienniki 1938–1969, Instytut Sztuki PAN, Warszawa 1995.
Na tyłach posesji był dość duży ogródek, który z czasem stał się ulubionym miejscem spotkań warszawiaków w lecie. W tym lokalu, większym od poprzedniego, prowadziłyśmy również restaurację. W największym salonie, zwanym „koncertowym”, gdzie na dwóch fortepianach grali każdego popołudnia Witold Lutosławski i Andrzej Panufnik, a okresowo także Leopold Zieliński, odbywały się koncerty piosenkarskie. Każdego dnia – podobnie jak w pałacu Radziwiłłowskim – występował kto inny.
Alicja Okońska, Andrzej Grzybowski, Rozmowy z panią Miecią, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1976.
1 sierpnia – powstanie. Kawiarnia zasilała działania żołnierzy, dostarczała żywność zaimprowizowanym szpitalikom, pośredniczyła w przekazywaniu informacji.
Jerzy Leszczyński, Z pamiętnika aktora, Czytelnik, Warszawa 1958.
Wynajęcie w tym czasie tak drogiego i reprezentacyjnego budynku było możliwe dzięki osobistemu wsparciu Jerzego Dobrzyńskiego, który jako prawnik i plenipotent Radziwiłłów ułatwił transakcję, a Mikołaj Dolanowski, prezes Krajowej Kasy Oszczędności, wsparł inicjatywę aktorek-założycielek godziwą pożyczką.
Ryszard Wolański, Tola Mankiewiczówna. „Jak za dawnych lat”, Rebis, Poznań 2013.
„U Aktorek” program zmieniano co miesiąc, aby dać zarobić innym.
Ryszard Wolański, Tola Mankiewiczówna. „Jak za dawnych lat”, Rebis, Poznań 2013.
Osobiście najchętniej występowałem „U Aktorek” przy Piusa (dawna nazwa ulicy Pięknej).
Mieczysław Fogg, Zbigniew Karol Rogowski, Od palanta do belcanta, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1976.
15 X 1943
W kawiarni naturalnie pusto, i słusznie, na domiar wszystkiego światło zgasło – jakieś uszkodzenie na linii – więc przy świecach kilku potępieńców piło wódkę […].
Marian Wyrzykowski, Dzienniki 1938–1969, Instytut Sztuki PAN, Warszawa 1995.
Koleżeńskość stanowiła tu idealny element łączący te wszystkie temperamenty, które w innych latach wydawały się dumne, egocentryczne, nietolerancyjne. Aktorki postanowiły teraz wybrać najbardziej skromną i męczącą pracę umożliwiającą im jednak pozostanie, choć w charakterze kelnerek, wśród publiczności, która je lubiła i traktowała z szacunkiem.
Alceo Valcini, Golgota Warszawy, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1973.
5 VI 1943
Ścigali kogoś na terenie Świętokrzyskiej i Mazowieckiej. Nawet do nas do kawiarni wpadli. Muzyka musiała przestać grać, a wszyscy goście musieli opuścić ogród. Nieprzyjemne momenty.
Marian Wyrzykowski, Dzienniki 1938–1969, Instytut Sztuki PAN, Warszawa 1995.
9 VI 1944
Ruch w kawiarni duży. Po południu mieliśmy wizytę Gestapo, a ściślej mówiąc SD. Weszło kilkunastu panów w mundurach i kilku cywilnych. Popłochu nie było ani specjalnych „Hände hoch”. Byli przeważnie oficerowie SD. Dziwne. Bardzo grzecznie legitymowali gości. Personel nie był legitymowany. Ja przez cały czas wizyty robiłem swoją robotę. Żadnego wrażenia [to] już na mnie nie robiło.
Marian Wyrzykowski, Dzienniki 1938–1969, Instytut Sztuki PAN, Warszawa 1995.
[…] dekoratorka Irena Pokrzywnicka […] w niezmiernie pomysłowy sposób przyozdobiła sale pałacyku Radziwiłłów i przystosowała je do pracy kawiarnianej. Jednym z dowodów jej inwencji były pokrycia na stylowe fotele, które zrobiła z płótna workowego, farbowanego na różne kolory, według kolorów ścian.
Alicja Okońska, Andrzej Grzybowski, Rozmowy z panią Miecią, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1976.
Hitler, Goebbels, Goering i Himmler siedzą na balkonie swojej warszawskiej kwatery i zastanawiają się, jaka jest różnica między nieszczęściem a nieszczęśliwym wypadkiem? Wezwany żydowski cadyk z Góry Kalwarii zawyrokował: „Nieszczęśliwy wypadek to byłby wtedy, gdyby ten balkon się urwał. A nieszczęście to jest to, że on się nie chce urwać”.
Zdzisław Bieske, Ewa Bandrowska-Turska. Wspomnienia artystki, Czytelnik, Warszawa 1989.
Publiczność miałam zawsze znakomitą. Godzinę przed koncertem już był komplet. To była wielka satysfakcja śpiewać dla publiczności, która tak słucha, tak przyjmuje i reaguje.
Mira Zimińska-Sygietyńska, Nie żyłam samotnie, WAiF, Warszawa 1985.
Lubiłam tam śpiewać – mówiła po latach [Tola] Mankiewiczówna – szczególnie tak bliskie wtedy sercu przyśpiewki żołnierskie jak np. „Wojsko kolorowe”. Ale to było niebezpieczne, toteż [Mieczysława] Ćwiklińska, znana dobrze ze swej energiczności, robiła wywiad, czy nie ma na sali kogoś obcego. Inna koleżanka dawała oko na ulicę i wtedy odbywało się niezbyt głośne śpiewanie, ja zwrotki, potem wszyscy refren.
Ryszard Wolański, Tola Mankiewiczówna. „Jak za dawnych lat”, Rebis, Poznań 2013.
Ci, którzy nie wierzyli w powodzenie aktorskiego interesu, wkrótce przekonali się na własne oczy. Klientela runęła na ten lokalik lawiną. Brak telefonów, konieczność kontaktów wszystko jedno jakich, możliwość przebywania choć przez chwilę w świecie dźwięków na wskroś polskich sprawiły, że okazja spotkania z bliską, ukochaną artystką bez scenicznego kostiumu, bez charakteryzacji, za to z tacą, przyciągała rzesze ludzi.
Ryszard Wolański, Tola Mankiewiczówna. „Jak za dawnych lat”, Rebis, Poznań 2013.
Po długich poszukiwaniach kawiarnia znalazła nową siedzibę. Zajęła lokal po zbankrutowanej restauracji „Arina”, która mieściła się w rezydencji Lubieńskich, przy ulicy Mazowieckiej 5. Pod nowym adresem oprócz kawiarni ruszyła restauracja z ogródkiem.
Ryszard Wolański, Tola Mankiewiczówna. „Jak za dawnych lat”, Rebis, Poznań 2013.
29 VII 1944
Nastrój w Warszawie bardzo podniecony. Lada chwila wybuchnie?! […] W kawiarni nastrój też straceńczy. Wszystko się kończy. Nie wiadomo, co jutro. Ruch słaby.
Marian Wyrzykowski, Dzienniki 1938–1969, Instytut Sztuki PAN, Warszawa 1995.
Leopold Kronenberg był człowiekiem, dla którego muzyka była wyborem serca, a nie koniecznością. Potomek wybitnej rodziny przemysłowców i finansistów, absolwent angielskiej szkoły średniej i Wyższej Szkoły Agrarnej, mógł podążać zupełnie inną drogą — a jednak wybrał gitarę i kawiarniany półmrok.
W kawiarni U Aktorek, w salonowo-jazzowym składzie Jana Ziółkowskiego, grał obok skrzypka Henryka Paulisa i saksofonisty Aleksandra Tomala, tworząc muzykę kameralną i elegancką, doskonale wpisaną w artystyczny klimat tamtego miejsca. Jego obecność w zespole była wyrazem autentycznej pasji — człowieka, który mógł wszystko, a wybrał to, co kocha. Zginął w listopadzie 1944 roku w potyczce z Niemcami, jako żołnierz Armii Krajowej. Miał dwadzieścia cztery lata.