Grałem w kawiarni [„Boccaccio”] i tam na dole w piwnicy był taki bar i w tym barze był pianista. […] Myśmy grali Straussa i inne takie popularne kawałki, a on tylko tak podgrywał pijakom. O wiele później się dowiedziałem, że był Żydem. I pewnego dnia ktoś na to wpadł […]. Pamiętam, nigdy nie zapomnę, jak otwierają się drzwi tak na ukos, przez tę salkę […] Ja siedziałem na […] krześle przy tak zwanym stoliku służbowym i [obok] były schody do tej piwnicy – jak dzisiaj to widzę dokładnie – i nagle otwierają się drzwi i wchodzi gestapowiec z tą trupią główką, w czarnym mundurze. Idzie, a za nim idzie żandarm, w hełmie, z pistoletem maszynowym, i takim równym krokiem idą przez salę. Ten gestapowiec staje nade mną, [zwrócił głowę w moją stronę i] pyta […]: „Wo ist der Treuhänder?” [niem. 'Gdzie jest powiernik?’], [ponieważ w kawiarni] był niemiecki zarządca. Ja mu pokazałem, […] [a ten gestapowiec] zszedł na dół. [Miałem wrażenie, że] on mnie nie widział, on mnie zapytał po prostu jako siedzące źródło informacji. On nie patrzył na mnie jak na człowieka. Przysięgam, że to jest autentyczne odczucie chłopca kilkunastoletniego. Jak ktoś do mnie coś mówi, to widać, że [zwraca się] do mnie. […] [A tamten gestapowiec] mówił przed siebie. „Wo ist der Treuhänder?”. Po chwili Żyd, [gestapowiec i żandarm wyszli]. Już nigdy go nie zobaczyliśmy. To był już chyba rok czterdziesty trzeci.
Józef Wiłkomirski, nagranie ze zbiorów AHM Muzeum Powstania Warszawskiego, zob. LINK